|
WAŻNE ARTYKUŁY
CO SIĘ DZIEJE Z NASZYMI DZIEĆMI?
Rozmowa z dr. Murrayem Clarke'em, lekarzem pediatrą ze
Stanów Zjednoczonych
- Przyjechał pan do Polski z cyklem wykładów, których mottem
jest zdanie: „To, co się dzieje z naszą ziemią, dzieje się
również z naszymi dziećmi". Jak to należy rozumieć?
Od 16 lat prowadzę klinikę dziecięcą w Santa Monica koło Los
Angeles. Z przerażeniem obserwuję coraz gorszy stan zdrowia
moich małych pacjentów. Z jednej strony ostatnie dwa-trzy
dziesięciolecia przyniosły drastyczny wzrost zachorowań
wśród dzieci - nawet o 300-500 proc. – na alergie, astmę,
autyzm, nawracające infekcje, z drugiej - coraz trudniej
jest poradzić sobie z tymi chorobami przy pomocy ogólnie
dostępnych środków. Słabsza jest jakby „baza wyjściową", z
którą młodzi ludzie startują w życie.
- Oznaczłoby to, że kolejne pokolenia przychodzą na świat
gorzej „wyposażone" zdrowotnie. Czy wiąże pan tę nową
sytuację ze stanem ziemi?
Jak najbardziej. Pragnąc pomóc moim pacjentom, szukałem
zarówno przyczyn tej sytuacji, jak i sposobów radzenia sobie
z nią. Przyczyny są dwie. Pierwsza to zmniejszająca się
wartość odżywcza pokarmu, co związane jest z postępującym
zubożeniem gleby. Jest to proces jak na razie nieodwracalny.
Uprawiane nowoczesnymi metodami warzywa i owoce nie
zawierają już ta kiej samej ilości składników odżywczych co
kiedyś. Prosty przykład: na przestrzeni ostatnich 30 lat
zawartość witaminy C w jabłkach zmniejszyła się o 60%!
Dodatkowo żywność zostaje zubożona przez nowoczesne techniki
przetwarzania i konserwacji. Prowadzi to do swoistego
paradoksu: żywimy się coraz lepiej, a mimo to nasze
pożywienie dostarcza nam coraz mniej nie zbędnych witamin,
minerałów i innych koniecznych składników.
- A druga przyczyna?
To postępujące zanieczyszczenie środowiska, które powoduje
narażenie naszych organizmów na inwazję toksyn w każdej
postaci. Zatrute powietrze, woda, którą pijemy, zatrute
pestycydami i środkami ochrony roślin warzywa, skażone
lekami i hormonami mięso. To wszystko sprawia, że organizm
ludzki traci mnóstwo energii na neutralizowanie i uwalnianie
tych toksyn oraz redukowanie ich niekorzystnego działania.
Problem ten dotyczy szczególnie dzieci, które pracują tak
naprawdę dwa razy ciężej niż dorośli. Dzieci to ludzkie
istoty „w trakcie budowy". Potrzebują energii nie tylko do
codziennego funkcjonowania, ale też dla wzrostu i rozwoju
systemu nerwowego, kości, wszystkich narządów wewnętrznych,
a przede wszystkim zdrowego systemu odpornościowego. To,
jaką „bazę wyjściową" stworzymy dziecku poprzez właściwe
odżywianie w pierwszych latach jego życia, będzie decydowało
o jego dalszym rozwoju. Dostarczając właściwych „materiałów
budowlanych" pomagamy tworzyć podstawę na resztę życia.
- Nie mamy wielkiego wpływu ani na zanieczyszczenie
środowiska, ani na zubożenie gleby. Jaka jest pana recepta
na zdrowie naszych dzieci?
Przez wiele lat szukałem wyjścia z sytuacji i
eksperymentowałem. W wyniku tych doświadczeń powstał cało-
ściowy program ochrony zdrowia dziecka. Jego naczelną zasadą
jest: lepiej zapobiegać chorobom, niż je leczyć. W praktyce
oznacza to pełnowartościową dietę i stosowanie dodatków
żywieniowych. Dziecko, któremu nie dostarczymy
wystarczającej ilości podstawowych składników żywieniowych,
będzie o wiele bardziej podatne na różne choroby. Aby temu
zapobiec, opracowałem i rozwinąłem formułę suplementacji
diety, która, mam nadzieję, przyczyni się do podniesienia
świadomości o niedoborach substancji, odżywczych w diecie i
ich konsekwencjach dla zdrowia.
- Na czym polega ta formuła?
To cała seria preparatów uzupełniających dietę, których
różne kombinacje wspomagają organizm w pokonywaniu
określonych dolegliwości. Natomiast zapobiegawczo można
stosować zestaw naturalnych witamin i minerałów, które są
niezbędne dla zdrowia każdego dziecka.
- Czy nie uważa pan doktor, że zamiast na uzupełnianiu diety
witaminami, minerałami i innymi specyfikami, powinniśmy
raczej skupić się na samej diecie, czyli właściwym
odżywianiu?
Zgadzam się jak najbardziej. Aby jednak żywność mogła stać
się lekarstwem, muszą być spełnione warunki, o których
wspominałem wcześniej: nieskażone środowisko i czyste
ekologicznie uprawy. A więc albo jakaś nieska żona wyspa na
Pacyfiku, albo suplementacja diety...
Dziękuję za rozmowę.
Rozmowę przeprowadził Marek Osajdo Kurier Szczeciński –
24.03.2006r |